01.08.2017

Magia krwi


Przedzierali się przez to, co zostało z fabryki. Dym gryzł w oczy, pył wdzierał się do gardeł. Gówno było widać. Wszędzie gruzy, iskrzące się elementy instalacji elektrycznych, czasem też nadeptywali na coś miękkiego...

Ciemno. Duszno. Strasznie.

Plan był z założenia prosty. Dokładnie taki sam, jak milion innych, które już realizowali. Zrobić rozeznanie. Przekraść się. Wykraść dane. Zrobić zamieszanie i spierdolić. Odstawić hakera pod bezpieczny punkt, by mógł wysłać dane zleceniodawcy.

Dwóch z przodu szło z lekkimi karabinami i noktowizorami. Oni nie mieli za zadanie zadawać pytań, tylko strzelać bez ostrzeżenia. Następnie, eskortowany przez dwójkę ciężkozbrojnych z pistoletami maszynowymi, naćpany haker-cyberjeździec. Pochód zamykał kolejny duet, tym razem uzdolnieni, którzy jednym pstryknięciem mogli obrócić całą elektronikę przeciwko napastnikom.

Misja jak każda inna. Co mogło pójść nie tak?

Nie byli przygotowani na nagłe zaciemnienie. W ciągu sekundy pomieszczenie spowiła ciemność, a cały ich nowoczesny sprzęt stał się kupą złomu. Zawodowcy szybko dobyli noże i tradycyjną broń palną, pozbawioną jakichkolwiek nowoczesnych udogodnień, które teraz zdawały się na nic.

     - O Boże... – wyszeptał jeździec. – Dopadły nas demony!

     - Zamknij mordę – wysyczał jeden z uzdolnionych.

Kto za tym stoi?! – myślał gorączkowo dowódca – Haker czy wynajęty mag?

Nagły ruch, świst, błysk metalu. Obrzydliwy dźwięk przedzierania się stali przez tkankę. Ktoś wrzeszczy, ale ten wrzask zamienia się szybko w charkot. Padają zewsząd strzały. Naboje wbijające się w ściany, naboje wbijające się z głośnym mlaśnięciem w ciała żywych i martwych, wszędzie naboje...

Jeździec, śmiejąc się histerycznie, próbował wymacać jakąś broń wśród zgliszczy. Trafił ręką na coś mokrego. Przyjrzał się jej w nikłym blasku świateł awaryjnych. Była cała we krwi, a obok ujrzał skrzywioną z bólu i przerażenia twarz jednego z uzdolnionych.

Wrzasnął. Zakręciło mu się w głowie i miał ochotę zwymiotować. W tym samym momencie wrócił prąd, sprawiając, że resztki działających lamp oświetliły pobojowisko. Rozejrzał się przerażony i wtedy jego oczom ukazała się dziewczyna o dziwnych wzorach na rękach i twarzy. Tatuaże, czy… krew?

Magia krwi. O Boże.

Spróbował przełknąć ślinę.

Jedno z białek tej zjawy było przekrwione, a tęczówka jarzyła się na czerwono, jakby to oko miało ekskluzywny wgląd do samego serca piekła.

Spojrzała z góry na rzeź, będącą częściowo i jej dziełem. Przeniosła wzrok na jedynego ocalałego, który trzęsącymi się rękami próbował utrzymać rewolwer i wycelować w piekielną istotę.

Odciągnął kurek. Nacisnął spust.

Nic.

Spróbował znowu. I znowu, i znowu.

     - Ups. – powiedziała tylko nim uniosła ręce.

Uśmiech, którym go obdarowała, skojarzył mu się z tymi strasznymi czarownicami z jego dziecięcych koszmarów, które już zdążył wyprzeć z pamięci.





Historia i postaci są mojego autorstwa.

English version on my Deviantart account.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz